czwartek, 28 listopada 2013

Rozdział 5 - Doprawdy idiotyzm

Pa­miętam każdą wspólnie spędzoną chwilę. 
A w każdej było coś wspa­niałego. 
Nie pot­ra­fię wyb­rać żad­nej z nich i po­wie­dzieć: 
Ta znaczyła więcej niż pozostałe. 

- Dobrze, teraz odbij! – Harry już od dwudziestu minut dopingował swoich zawodników.
Był koniec września. Drużyna quidditcha została już wybrana, spotkali się właśnie na pierwszym treningu i Harry musiał przyznać, że jego wybór był trafny. Ron obrońcą, Ginny ponownie została ścigającą. Oprócz niej na tej pozycji grali jeszcze Dean Thomas i Amanda Maccoffie – dwa nowe odkrycia Pottera, z których był niezwykle dumny. Nic jednak nie cieszyło go tak, jak dwoje nowych pałkarzy – Frank Olivier i Gabrielle Rain. Szczególnie ta ostania cały czas go zaskakiwała i oszałamiała swoim talentem.
- Jesteście super – powiedział krótko na zakończenie treningu. – W tym roku puchar mamy w kieszeni. Możecie już iść.
Uradowani Gryfoni wylądowali gładko na ziemi i ruszyli w stronę szatni, przekomarzając się i żartując, a Harry zrobił jeszcze jedną rundkę dookoła boiska, gdy usłyszał za sobą świst miotły i już po chwili ujrzał przed sobą rudowłosą osóbkę.
Ginny.

Zerwali dwa tygodnie temu, wciąż pozostawali jednak w przyjacielskich stosunkach. Nie udało się, trudno. Ale szkoda by było, gdyby przez nieudany związek zaprzepaścili przyjaźń, która ich łączyła. Oboje, po szczerej rozmowie uświadomili sobie ile dla siebie znaczą i że chyba obrali sobie zbyt wysoki cel. Przystopowali. Przyjaźń, nic więcej. To aż nazbyt.
- Harry! – zawołała panna Weasley, hamując przed nim gwałtownie. – Genialna jest ta Gabrielle, co nie?
- Też to zauważyłaś? – w oczach Pottera pojawił się błysk, taki sam jaki przed chwilą przemknął przez brązowe oczy Ginny. To właśnie ich łączyło. Quidditch.
- Tak – pokiwała głową dziewczyna i wywinęła młynka na miotle. – Nie mam pojęcia, jakim cudem wcześniej jej nie zauważyliśmy!
- Ja też. Gdzie ona była przez cały ten czas?
- Dwa lata temu, jak szukaliśmy pałkarzy…
- Byli nieźli, ale ona byłaby sto razy lepsza – przyznał Harry, podrywając miotłę w górę.
Ginny poleciała za nim, robiąc po drodze salto.
- Jest taka malutka i drobniutka, ale jak walnie w te tłuczki…
- No, ma krzepę – przyznał chłopak.
- Idziesz do szatni?
- Nie chce mi się. Wolę jeszcze polatać. A ty?
- Ja już pójdę – Ginny skierowała miotłę w dół. – Umówiłam się z Luną.
- Właśnie! – przypomniał sobie o czymś Harry i dogonił Ginny w powietrzu. – To prawda, że Luna chodzi teraz z Neville’m?
- Tak, o tym właśnie chciałyśmy pogadać.
- Zasługiwali na siebie – powiedział chłopak.
- Tak – przyznała Ginny, zeskakując na ziemię.
Harry zrobił to samo, cmoknął ją w policzek i pobiegł do szatni.
- Ponoć chciałeś jeszcze polatać! – zawołała za nim Ginny.
- Właśnie sobie przypomniałem, że miałem się zobaczyć z Hermioną! – odkrzyknął Harry, pomachał jej i zniknął.
***
Poszedł.
Szkoda.
Ginny bardzo ceniła sobie jego przyjaźń. Tyle razem przeszli… Cieszyła się, że ich nieudany związek nie popsuł tego, co było najpiękniejsze w ich znajomości – przyjaźni. Westchnęła cicho i ruszyła leniwie w stronę zamku. Przebierze się w dormitorium.
***
- Harry! – biegnącego szybko chłopaka zatrzymał głos, należący z pewnością do dziewczyny.
Odwrócił się i zobaczył Gabrielle.
- O, cześć – uśmiechnął się. – Fajnie, że cię widzę. Nie miałem kiedy pogratulować ci genialnej gry.
Stali przy wejściu do Wielkiej Sali. Harry co prawda spieszył się na obiad, by potem pójść do biblioteki i pogadać z Hermioną, jednak na quidditcha zawsze znajdował czas.
- Dzięki – uśmiechnęła się Gabrielle, odsłaniając piękne, białe zęby.
Harry popatrzył na nią i ze zdumieniem zauważył, że ta niby sportsmenka, jest w rzeczywistości piękną i delikatną dziewczyną. Miała piękne, długie, czarne włosy, sięgające jej niemal do pasa oraz duże, czarne oczy. Była niska, dużo niższa od Harry’ego, a przecież i on nie należał do wysokich osób.
- Chciałam z tobą pogadać o treningu – powiedziała, zagarniając włosy do tyłu. – Chciałeś go zrobić w następną sobotę prawda?
- No… tak.
- A ja wtedy nie mogę akurat…
- No to muszę go przełożyć – powiedział stanowczo Harry.
Spojrzała na niego zaskoczona.
- Jak to?
- Nie mogę zrobić treningu bez ciebie – wyjaśnił jej Harry. – Jesteś najlepszym pałkarzem od czasów Freda i George’a.
- Nie są to czasy zbyt zamierzchłe – zauważyła.
- Z nimi mało kto może się równać, ale myślę, że ty akurat masz szansę. Nie mam pojęcia, gdzie byłaś przez te wszystkie lata, kiedy potrzebowałem świetnych pałkarzy!
- Nie wychylałam się – uśmiechnęła się Gabrielle. – Miałam swoje drobne problemy, potrzebowałam czasu i spokoju, żeby się z nimi uporać.
- Jasne – powiedział Harry. – A ty teraz powtarzasz piąty rok, czy jesteś nowa?
McGonagall zarządziła, że roczniki od piątego wzwyż mają być przez uczniów powtarzane, więc stworzono dwie równoległe klasy piąte.
- Powtarzam.
- Czyli masz szesnaście lat.
- Tak. Wszyscy mieliśmy pecha, urodzić się w takich czasach…
- One już minęły – odparł Harry zdecydowanie. – I nie wrócą. Nie ma potrzeby zaprzątać sobie głowy przeszłością.
- Przeszłość bardzo mocno ukształtowała człowieka, jakim teraz jestem – powiedziała Gabrielle, spuszczając głowę.
- Nie mówię, że masz o przeszłości zapomnieć, tylko poświęcić więcej czasu na teraźniejszość.
- No to poświęcę – zdecydowała Gabrielle i pociągnęła chłopaka za rękaw. – Chodź, idziemy coś zjeść.
Harry obdarzył ją zdumionym spojrzeniem, więc wyjaśniła:
- Nie roztrząsam przeszłości, tylko chcę się nażreć, brzydko mówiąc. Idziesz ze mną?
I już po chwili wkroczyli ramię w ramię do przepełnionej młodymi czarodziejami Wielkiej Sali.
***
Czy to przypadkiem nie koniec września?
Tak. Kalendarz nie kłamie.
Rudowłosy chłopak jęknął głośno, gdy zdał sobie sprawę, że wypadałoby w końcu wstać i pójść na jakieś inne lekcje po za quidditchem, bo go do egzaminów nie dopuszczą.
A to byłby prawdziwy cios dla mamy.
Ron opadł na łóżko i rozejrzał się dookoła.
Posłania innych chłopaków były zaścielone. Ach. Czyżby pora obiadowa?
Nie! Wróć! Koniec z tym.
Od dzisiaj wychodzi z dormitorium nie tylko na posiłki!
O tak.
Trzeba zobaczyć, co się w szerokim świecie dzieje.
***
Hermiona czytała właśnie którąś z kolei księgę o prawie w świecie czarodziejów, gdy Harry usiadł obok niej.
- Cześć, mój kujonie – przywitał się, całując ją w policzek.
- Cześć, mój spóźnialski przyjacielu – odparła, odkładając książkę na bok.
- Wybacz, zagadałem się. Bardzo się spóźniłem?
- Pół godziny. Od kiedy jesteś tak gadatliwy? – zapytała, odwracając się w jego stronę z uśmiechem.
- Trening miałem, nowi zawodnicy, wiesz. Musiałem z nimi trochę o grze pogadać.
- Tak, Ginny coś mówiła… - Hermiona zagryzła wargę, by nie wybuchnąć śmiechem. – Ładna ponoć.
Harry zrobił oburzoną minę, więc dziewczyna nie wytrzymała i roześmiała się głośno, jednocześnie wichrząc przyjacielowi fryzurę.
Siedzieli naprzeciw siebie przy jednym z małych stolików, na samym końcu biblioteki, tuż przy dziale z księgami zakazanymi. Uczniowie zdecydowanie bardziej woleli zakątki bliżej wejścia, więc mieli pewność, że nikt ich nie podsłucha… Oczywiście, zakładając, że rozmawialiby o tematach, których uszy postronnych słyszeć nie powinny.
Hermiona związała brązowe włosy w luźnego koka, a spojrzenie jej miodowych oczu przeskakiwało to na przyjaciela, to znowu na książki znajdujące się dookoła nich.
Harry natomiast patrzył cały czas tylko na nią. Jego czarne, rozczochrane jak zwykle włosy wyglądały, jakby w nie piorun strzelił, co idealnie współgrało z blizną na czole.
- Dobra, dobra – powiedział z kwaśną miną. – Pogadać chciałem. Od jutra się rozkręca to coś z tą współpracą domów nie?
- Tak – Hermiona natychmiast spochmurniała. – Ale ty to masz szczęście… Będziesz współpracował z Blaise’m…
- … Którego w ogóle nie znam!
- Ja z Malfoy’em, ale uwierz mi, w tym wypadku wolałabym już chyba nawet Parkinson.
- Powiedz to Ronowi, on ją ma…
- Ginny z kolei dostał się jakiś Samuel – Hermiona zręcznie zmieniła temat. Nie miała najmniejszej ochoty rozmawiania o byłym chłopaku. Jeszcze nie teraz. – Nie mam pojęcia który to…
- Taki brunet chyba.
- Mmm, brunet powiadasz? To już wiem który, tak mało ich przecież w tej szkole…
- Dobra, dobra – poddał się Harry. – Nie mam pojęcia kto to może być.
- Już tak nie szpanuj, że znasz wszystkich w Hogwarcie – zaśmiała się cicho Hermiona. – Pamiętasz jak byłam wtedy z Malfoy’em u dyrektorki? – zmieniła nagle temat. - Dzień po ogłoszeniu tego durnego Pojednania?
- No...To po tym wróciłaś taka wkurzona…?
- Tak i potem napiłam się z Ellie trochę za dużo Ognistej, ale to już szczegół.
- Upita Hermiona? – zapytał Harry, parskając śmiechem, za co zarobił w żebra.
- Nie byłam upita, Harry – powiedziała, rozglądając się dookoła, w nadziei, że nikt tego nie usłyszał. – Ale mniejsza o to. W każdym bądź razie, chyba ci wtedy nie powiedziałam, o co chodzi…
- No wiesz – przerwał jej chłopak. – Przybiegłaś do mnie, prawie zrzuciłaś z kanapy w pokoju wspólnym, zaczęłaś krzyczeć, szczególnie często używając słów „Malfoy”, „dupek”, „umrzeć”, „zabić”, „październik”, „idiotyzm”, „McGonagall”…
- Skończ – jęknęła Hermiona.
-… A potem wybiegłaś, wyrywając sobie włosy, nim zdążyłem cokolwiek powiedzieć… No a ilekroć później gadaliśmy, unikałaś tego tematu jak ognia, to nie nalegałem. Jeszcze byś mnie zabiła, czy coś…
- Harry! Chcesz wiedzieć o co chodzi, czy nie?
- Wiesz, nie jestem pewien – mruknął chłopak, udając zastanowienie.
- I tak ci powiem  – nie przejęła się  Hermiona. Bardzo chciała, żeby przyjaciel o wszystkim wiedział. – Wezwali nas, to jest mnie i tego dupka, do gabinetu McGonagall, powiedzieli, że zaczynamy od października, dostaniemy zadania do wykonania, a oprócz tego mamy nadzorować projekty innych uczniów i pilnować, by współpracowali – przerwała, widząc, że Harry wznosi ręce ku niebu w dziękczynnym geście. – Co ci? – zapytała z troską.
- Dzięki ci Merlinie, że nie jestem prefektem – chłopak wpatrywał się w sufit, układając dłonie jak do modlitwy.
Hermionie jednak do śmiechu nie było.
- Harry... Nie załamuj mnie… Przecież my się pozabijamy… Ja z nim nie wytrzymam… Umrę… Co za dupek… Idiotyzmem było, żeby nas sparować, nie mówiąc już o tym całym Pojednaniu…
- Taa, słyszałem – Harry ziewnął teatralnie. – Tylko wtedy bardziej się darłaś.
- No, tutaj nie mogę krzyczeć, to biblioteka – wyjaśniła Hermiona. – Ale powiem ci czego się dowiedziałam. Otóż jeśli doprowadzimy projekt do szczęśliwego końca, dostaniemy jakąś tam nagrodę ufundowaną przez ministerstwo… Ogółem chętnie bym się powiesiła, gdyby nie fakt, że przy okazji dowiedziałam się, że zostałam mianowana Prefekt Naczelną Szkoły Magii i Czarodziejstwa Hogwart.
- Ach, jak dumnie to brzmi! – zawołał Harry, przykładając prawą dłoń do serca.
- Harry!
- Dobra, dobra, już nic nie mówię. Nawijaj.
- … I w związku z tym, że nią jestem, ciąży na mnie odpowiedzialność o dobre imię szkoły, także nie mogę się zabić, to jest ważniejsze…
- Cieszę się, że chociaż to cię odciąga od samobójstwa. Bo Ginny mi mówiła parę dni temu, że według ciebie nadzieja jest przereklamowana…
Hermiona spuściła wzrok.
- Hermiono – spoważniał Harry, chwytając jej dłoń. – Myślałem, że sobie z tym wszystkim poradziłaś.
- Też tak myślałam… - przyznała, powstrzymując płacz. – I chyba wiem, jak to jest… - bała się spojrzeć przyjacielowi w oczy. – Bo to do mnie powraca tylko czasami, chwilami… Kiedy mi smutno, albo i wesoło, nie ma reguły. I czasem – westchnęła. – Zastanawiam się, czy to nie depresja…
Harry westchnął, wstał ze swojego miejsca, podszedł do przyjaciółki i mocno ją przytulił. Nic nie mówili. Nie musieli. Świetnie wiedzieli, że przed nimi wiele podobnych dni – przepełnionych normalnymi rozmowami, a potem znienacka kończone łzami.
***
Wrzesień minął.
I pomyśleć, że jeszcze tylko dziewięć razy tyle i trzeba będzie wrócić do beznadziejnego Malfoy Manor, ojca i szarej, arystokratycznej rzeczywistości.
Każdy miesiąc, każdy tydzień, każdy dzień, godzina, minuta i sekunda przybliżała go do powrotu do życia, którego wieść nie chciał i nie miał zamiaru.
Codziennie dostawał trzy listy. Jeden od obojga rodziców, zapełniony bzdurami w stylu „U nas wszystko dobrze synku, mamy nadzieję, że świetnie się bawisz”, które zwykł wyrzucać bez czytania, jeden od matki, przepełniony troską i jeden od ojca. Zupełnie, jakby w tajemnicy przed sobą nawzajem chcieli mu przekazać swoje ukryte rady i polecenia.
Ojciec w każdym liście przypominał mu, że po zakończeniu szkoły musi jak najszybciej znaleźć sobie czystokrwistą żonkę i niech lepiej już zaczyna przebierać wśród uroczych Ślizgonek. „Wszystkie chwyty dozwolone, synu”, jak pisał. Tylko, że Draco miał szczerą nadzieję, że się zmieni, a nie dalej będzie krzywdził dziewczyny.
Chociaż w sumie… Lubił to.
Ale mimo wszystko ważniejsze od pomysłów i nakazów ojca, niestety dopiero od niedawna, było zdanie matki.
I jeszcze to całe Pojednanie…
Cały miesiąc unikali się z Granger jak ognia, bojąc się tego, co ma nastąpić wraz z pierwszymi październikowymi dniami. Chcieli się upoić tymi dniami, w których nie musieli jeszcze przebywać ze sobą tak często. Draco chwilowo zaprzestał nawet dokuczania jej, obiecując sobie usilnie, że da Granger popalić gdy już będą współpracować.
Szczerze mówiąc, miał nadzieję, że ta przemądrzała Gryfonka odwali całą robotę, a on będzie siedział na kanapie i popijał whisky. I wiedział nawet, jak do takiego obrotu spraw doprowadzić.
Wystarczy tylko dostać szlaban u Slughorna, a potem z niego zwiać, jak zawsze.
Granger pomarudzi, że musi robić wszystko sama, ale przecież taka grzeczna, cudowna i tak dalej uczennica nie może kwestionować poleceń nauczyciela. Nawet, jeśli jest nim Slughorn.
Czy ktoś widzi jakieś luki w tym genialnym planie?
Smok nie widział.
Czas zatem przystąpić do działania.
***
Taki wspaniały dzień!
Piękną blondynkę obudziły pierwsze promienie hogwarckiego słońca.
Wpadły do pięknego, urządzonego w barwach Ravenclawu pokoju, odbiły się od lustra, leżącego na stoliku nocnym i zabawnie połaskotały swym blaskiem jej uroczą twarz.
Miała duże niebieskie oczy, które obecnie przykrywały delikatne powieki, otoczone wachlarzem czarnych, długich rzęs. Jej mały nosek zmarszczył się zabawnie, gdy i jego dosięgło słońce, a malinowe wargi wypełniły się błogim uśmiechem. Pomiędzy blond włosami, rozrzuconymi w nieładzie na poduszce krzątały się promienie, czyniąc je jeszcze jaśniejszymi.
Otworzyła oczy, a bezlitosne słońce natychmiast zaatakowało jej ujawnione wreszcie spod powiek błękitne źrenice. Leżała przed chwilę, napawając się blaskiem, wypełniającym jej wzrok, umysł, wyobraźnię i duszę, po czym z bolesnym rozczarowaniem powróciła do nędznej rzeczywistości.
Oto była ostatnia wrześniowa sobota, a Ellie Black miała na poniedziałek do wykonania tyle prac domowych, że wątpiła w to, czy kiedykolwiek je skończy.
***
Niby wszystko było super.
Niby nic się nie stało.
Niby oboje tego chcieli.
Niby nic do niego nie czuła.
Niby sama zaczęła tamtą rozmowę.
Niby teraz normalnie rozmawiają.
Niby udają, że nic między nimi nie było.
Niby dobrze zrobiła.
Ale w rzeczywistości aż skręciło ją, gdy zobaczyła, jak Harry beztrosko gawędzi z Gabrielle.
Niby zwykła przyjacielska rozmowa.
Niby dopiero się poznali.
Niby nic ich nie łączyło.
Ale w rzeczywistości widziała, jak na nią patrzył. Wiedziała to, czego Harry jeszcze nie wiedział.
Niby oznajmiła wtedy beztrosko Hermionie, że chłopak prowadzi ciekawą konwersację i pewnie spóźni się na spotkanie z szanowną prefekt naczelną.
Niby beztrosko.
Niby bez emocji.
Ale w rzeczywistości, głęboko w środku – z żalem.
Niby go nie kochała.
Niby na pewno.
Cały jej świat był na niby.
***
Samuel nie miał zbyt wielu przyjaciół.
Właściwie, to nie miał żadnego.
Otaczali go jedynie koledzy, traktujący go jak guru.
Ale nie byli warci jego uwagi z jednego, prostego i podstawowego powodu – nie szanowali ludzi, a szczególnie kobiet, zdrajców krwi i szlam, co napawało Samuela obrzydzeniem.
Coraz częściej myślał, że nie jest prawdziwym Ślizgonem.
A matka tylko go w tym utwierdzała, powtarzając przy każdej okazji, że powinien być mniej tolerancyjny.
Ale on nie chciał. Nie potrafił.
Uważał, że każdy zasługuje na szacunek, bez względu na to, kim jest – mugolakiem, czy też arystokratą. Ale w swoim myśleniu był w domu Salzara Slytherina osamotniony.
Tym bardziej niezrozumiałe było dla niego zachowanie Nata i Mike’a, którzy słuchali go niemal bezsprzecznie. Dlaczego…? Przecież jest inny…
Nie narzekał oczywiście, w żadnym razie. Zarówno Nat jak i Mike uwielbiali znęcać się nad słabszymi i niejednokrotnie to właśnie on, Samuel, ratował ich potencjalne ofiary. Właśnie dlatego, że cieszył się u nich posłuchem.
Teraz też musi mu się udać.
Musi ją uratować.
Nikt nie zasługuje na taki los.
Nikt.
A już szczególnie dziewczyna.
***
Ciemny korytarz tuż przy pokoju nauczycielskim. Niewielki lufcik oświetlał jedynie jego część.
Pod ścianą, skryty w mroku stał pewien wysoki, stalowooki blondyn. Gdyby ktoś przechodził obok, najpewniej w ogóle by go nie zauważył. Jedynym, co odróżniało go od otoczenia, były jego jasne włosy, jednak i one ginęły w ciemności.
Chłopak nie ruszał się ze swojego miejsca, zupełnie jakby na kogoś czekał. A kiedy ciemną ciszę przerwał rytmiczny stukot butów o posadzkę, poruszył się nieznacznie i zamarł w oczekiwaniu.
***
Rzeczywiście.
Draco Malfoy na kogoś czekał.
A konkretnie na niejakiego profesora Slughorna, który był opiekunem Ślizgonów.
Kiedy usłyszał kroki na korytarzu, drgnął lekko i wytężył zmysły.
Już zaraz.
Jeszcze chwila.
Staruszek zakręcił i teraz szedł wprost na Ślizgona, którego oczywiście nie widział.
Draco policzył w myślach do trzech i pobiegł wprost na nauczyciela eliksirów.
***
Znowu.
Znowu się rozkleiła.
Hermiona już samej siebie nie poznawała.
Gdzie się podziała ta dzielna i waleczna Gryfonka z poprzednich lat?
Dlaczego jej miejsce zajęła płaczliwa i słaba dziewczyna?
Harry był gotów odprowadzić ją do dormitorium, powiedziała mu jednak, że pójdzie się przejść. Nie nalegał, rzucił jednak na odchodnym:
- Uważaj na siebie.
- Spokojnie, Harry – powiedziała, znowu pozornie wesoło. – Przecież Hagrid zawsze nam powtarzał… jak to było? „Nie ma bezpieczniejszego miejsca niż Hogwart”?
Parsknął śmiechem.
- Patrząc na te nasze wszystkie przygody, to rzeczywiście nie ma.
A potem każde z nich ruszyło w swoją stronę. Harry do wieży Gryffindoru, a Hermiona do pokoju nauczycielskiego. Chciała zapytać profesor McGonagall o dokładne wytyczne co do tego nieszczęsnego Pojednania.
Z biblioteki do owego profesorskiego królestwa prowadziła bardzo prosta droga. Wystarczyło skręcić w prawo, na schody, zejść nimi piętro niżej, pójść w lewo do najbliższych wrót, otworzyć je, przejść prosto, potem na samym końcu w prawo i już widziało się na wprost drzwi, za którymi stacjonowali nauczyciele.
Nic prostszego.
W tym wszystkim był tylko jeden problem – ciemność.
Hermiona bardzo nie lubiła ciemności, czerni i wszystkiego, co kojarzyło się ze strachem i cierpieniem. A tymczasem zaraz za wrotami panował przejmujący mrok, który przerywał jedynie minimalny blask wydobywający się z lufcika w suficie. Nic to jednak nie dawało…
Gryfonka o wiele bardziej wolała poprzednie położenie pokoju nauczycielskiego, jednak ta część Hogwartu, w której się znajdował została zniszczona, a po odbudowie ministerstwo po konsultacji ze szkołą, wyłączyło ją z użytku. Ponoć mieli na to pomieszczenie jakieś specjalne plany, nikomu na razie nic nie było wiadomo na ten temat.
Hermiona zatrzymała się przed wrotami, przygotowując się mentalnie do tego, co będzie musiała za chwilę zrobić.
Tylko spokojnie. To tylko korytarz, w dodatku przy pokoju profesorów, nic jej się stać nie może. Przejdzie to w miarę szybko i już.
Nabrała w płuca dużo powietrza i nacisnęła mosiężną klamkę. Ustąpiła, więc Gryfonce nie pozostawało już nic innego, jak po prostu wejść do środka.
***
Spektakularny sukces proszę państwa!
Ron Weasley wziął się za lekcje.
Ale może zaczniemy od sukcesu nieco mniejszego.
Otóż…
Ron Weasley się ubrał w rzeczy zdatne do opuszczenia dormitorium!
Tak, tak. A potem wstał z łóżka, podszedł do biurka Harry’ego, chwycił za notatki i zaczął je wszystkie przepisywać.
Tak, proszę państwa.
Wszystkie.
Od początku do końca.
Cały miesiąc.
Bez śniadania.
Bez whisky.
Po prostu przepisywał.
Czyż nie można tego uznać za prawdziwą wewnętrzną przemianę?
Oczywiście, że można.
Jednakże kiedy Ron zabrał się za eliksiry, spostrzegł między pergaminami przyjaciela podejrzanie wyglądającą kartkę. Niewiele myśląc chwycił ją i obejrzał z każdej strony. Była mocno pognieciona, jednak to jej treść zrobiła na rudym chłopaku największe wrażenie. I to w takim stopniu, że wstał gwałtownie od stołu, i wybiegł razem z nią do pokoju wspólnego.
Wywołał niemałe poruszenie wśród zgromadzonych tam Gryfonów. Większość z nich widziała go pierwszy raz w tym roku szkolnym, więc ciężko było im pojąć, że ten sławny obok Pottera i Granger Weasley w ogóle żyje i przebywa w Hogwarcie.
Tymczasem dla Rona niepojęte było to, że w całym pokoju wspólnym były porozwieszane takie same kartki, jakie trzymał w dłoni.
Podszedł do jednej z nich, chcąc się upewnić, że nie śni.
Nie śnił.
Od jutra miał ściśle współpracować z Pansy Parkinson.
***
Ruszyła powoli naprzód, prawą dłoń przesuwając równomiernie po ścianie. Bała się. A kiedy Hermiona Granger się boi, stara się załatwić  to, co ma do załatwienia jak najszybciej. Odetchnęła więc jeszcze raz i pewnym krokiem ruszyła przed siebie.
Nagle ktoś wpadł na nią z wielką siłą. Nie udało jej się zachować równowagi i runęła wraz ze swoim napastnikiem na zimną posadzkę.
***
Cholera jasna!
To chyba nie był Slughorn. Powalenie go na ziemię przyszłoby mu z większą trudnością… Z całym szacunkiem.
Sam nie wiedział jak to się stało, ale właśnie leżał na jakiejś drobnej postaci. Szybko rozpoznał w niej dziewczynę i podniósł się lekko na rękach, tak by jej nie przygnieść swoim ciężarem.
- Co to cholera miało być?! – chyba była wkurzona.
- Nie wyhamowałem – powiedział, starając się dostrzec jej twarz, była jednak całkowicie zakryta włosami.
- Nie wyhamowałeś?! – odgarnęła je dłońmi i wtedy Draco ujrzał Granger.
- Granger?!
- Malfoy?!
Oboje byli nieźle zdenerwowani, więc ton ich głosu podnosił się niebezpiecznie.
- Co ci idioto strzeliło do głowy, żeby na mnie biec?! – wrzasnęła. – Złaź ze mnie, cholera! Wiesz jak to wygląda z boku?
- Jednoznacznie – powiedział jakiś męski głos i bynajmniej nie należał on do Malfoy’a.
Oboje odwrócili głowy w stronę drzwi, w których stał uśmiechnięty od ucha do ucha profesor Slughorn.
***
- Panie profesorze! To nie tak! – przerażona Hermiona spróbowała poderwać się na równe nogi, ale uniemożliwił jej to Malfoy, który wciąż się nad nią pochylał. – Malfoy, debilu. Złaź ze mnie.
Malfoy ocknął się z poprzedniego szoku i szybko wstał. Hermiona wiedziała, że na pomoc w podniesieniu się z podłogi nie ma co liczyć, wstała  więc sama, powoli, pocierając obolałe łokcie i tył głowy.
- Mogłam dostać wstrząsu mózgu, idioto – warknęła w stronę Ślizgona.
- Tylko? – zmartwił się Malfoy.
- Och, jaki troskliwy. Nie martw się, na pewno mam już  mikrourazy.
- Serio? – ożywił się chłopak. – A to coś poważnego?
Zmierzyła go oburzonym spojrzeniem.
- Oczywiście, że tak.
- Cudownie. Mogę cię popchnąć jeszcze raz?
- Ty mnie nie popchnąłeś, idioto. Ty na mnie wbiegłeś – sprostowała zirytowana.
- Nie pochlebiaj sobie zbytnio Granger, chciałem wbiec na kogoś innego.
- Super. Czyżbym ci przeszkodziła? – zapytała ironicznie, licząc w myślach do dziesięciu.
- Tak.
- Cóż, nie przeproszę.
- A powinnaś – wytknął jej.
- Czyżby? – spytała zgryźliwie.
- Tak.
- Można wiedzieć za co? – wywarczała, zaciskając mimowolnie pięści.
- Jesteś szlamą, Granger. Powinnaś mnie cały czas przepraszać.
- Ekhem, ekhem – odchrząknął profesor, zanim Hermiona zdążyła się odszczeknąć.
- Przepraszam panie profesorze – odparła automatycznie, szybko poprawiając spódnicę.
- Nie przepraszaj, panno Granger. Nie ty powinnaś to robić.
Hermiona natychmiastowo spojrzała na Ślizgona z niemałą satysfakcją.
- Ha! Słyszałeś?
- Słyszałem, Granger, ale osobiście wolałbym ogolić na łyso moje piękne włosy, niż cię przeprosić.
- Szykuj nożyczki.
- Używam maszynki.
- Serio? Tak mugolsko?
- Nie grab sobie Granger.
- Używasz mugolskiego sprzętu? – nie dowierzała. - Ojciec cię w ogóle do domu wpuści, jak się dowie?
- Już ty się o mnie nie bój – uspokoił ją Malfoy.
- Nie będę – zapewniła go Hermiona.
Ślizgon już otwierał usta, by powiedzieć Gryfonce co myśli o jej bezczelnym zachowaniu, gdy ubiegł go Slughorn. Niestety, bynajmniej nie zbeształ on Granger za jej zachowanie.
Gorzej.
Zbeształ Dracona.
- Myślę, panie Malfoy – oznajmił pogodnie, zupełnie jakby nic nie mogło go wytrącić z równowagi. – Że tygodniowy szlaban świetnie panu zrobi.
- Co?! Dlaczego tylko mi? A ona to co? – warknął z pretensją, wskazując oskarżycielsko Gryfonkę. Chwilowo zupełnie zapomniał, że przyszedł tu właśnie po to, by dostać szlaban.
- Cóż, panie Malfoy, panna Granger nie wyzwała pana od szlam.
- Dlaczego miałaby to robić, skoro jestem czystokrwistym czarodziejem?! – zirytował się blondyn. – Niech by zresztą tylko spróbowała – dodał ciszej. Kątem oka zauważył, że Granger skrzyżowała ręce na piersiach i uśmiechała się do niego złośliwie.
- Bez dyskusji, panie Malfoy – Slughorn zakończył całe przedstawienie krótkim ruchem ręki. – Dzisiaj o dwudziestej w moim gabinecie. Przykro mi, że tak wyszło, panno Granger – zwrócił się do Gryfonki. – Będzie pani musiała sama przygotować pierwsze projektowe zadanie.
I wtedy wszystko diametralnie się zmieniło.
Twarz Dracona rozjaśnił pełen satysfakcji uśmiech. Spojrzał z ukosa na Granger i ujrzał dokładnie to, co ujrzeć chciał.
***
Była załamana.
I wściekła.
Ale bardziej załamana.
Z chwilą, gdy Slughorn uświadomił jej, że projekt będzie musiała robić sama, dobry humor zupełnie ją opuścił.
Dlaczego ta bezczelna fretka zawsze dostawała to, czego chciała?
Bo Malfoy na pewno chciał dostać szlaban. Po to, żeby nie robić z nią projektu. No jasne, wszystko się zgadza. Powiedział, że chciał wbiec na kogoś innego. Pewnie na Slughorna…
Swoją drogą spodziewała się po nim czegoś ambitniejszego… Jakaś pyskówka w stosunku do nauczyciela, aroganckie zachowanie…
Ale nie. Zero inteligencji. Typowe.
Malfoy postanowił wbiec na Bogu ducha winnego Slughorna, a przecież taki młody to on nie jest. Mógł go poważnie uszkodzić. Kości w tym wieku są bardzo kruche, Hermiona wyczytała to w jakimś mugolskim magazynie leżącym w poczekalni pod gabinetem jej rodziców.
No dobra, racja – Slughorn ma trochę za dużo tkanki tłuszczowej i nie wiadomo, czy kości w ogóle zarejestrowałyby jakikolwiek upadek…
Stop. Nie należy się teraz rozwodzić nad kośćmi i tkankami profesora od eliksirów, tylko dać Malfoy’owi kopa.
Jest Gryfonką. Gryfoni się nie poddają. Już ona pokaże temu tlenionemu!
Z tym oto mocnym postanowieniem opuściła pewnym krokiem korytarz przy pokoju nauczycielskim, nie oglądając się na Malfoy’a i Slughorna.
***
Doprawdy idiotyzm.
Mimo całej swojej wewnętrznej sympatii co do osoby Hermiony, Blaise był zdruzgotany jej pomysłem.
Chce odebrać Smoka ze szlabanu.
Jak troskliwa mamusia.
Babunia.
Cioteńka.
I zupełnie nie jak odwieczny wróg!
Dobrze, racja, wkręcili z Hermioną Smoka w to, że mają romans, ale on chyba w to nie uwierzył. Ok, robili wszystko, żeby jednak myślał, że ze sobą chodzą, na przykład gawędzili przed każdymi eliksirami i tak, zgadza się, całował ją w policzek na pożegnanie. Ale jednak, no bez przesady, oni tylko udawali! I na nieszczęście, Draco okazał się na tyle inteligentny, że rozgryzł ich po dwóch tygodniach. Powiedział mu to wprost, podczas jednej z licznych – Smoka i Diabła – libacji alkoholowych.
A teraz Hermiona jak gdyby nigdy nic chce go ratować ze szlabanu. A, jakby tego było mało, poprosiła go, żeby wziął dyżur razem z Black!
A co najśmieszniejsze – on się zgodził!
Tak po prostu!
Powiedział:
- Jasne Hermionko! Nie zaprzątaj sobie główki problemami! Wezmę ten dyżur! Ratuj Smoczka! – i teraz ma.
Westchnął ciężko.
Nawet napić się nie można – musi być trzeźwy, Black na pewno by go ochrzaniła, gdyby przyszedł pijany…
Tylko dlaczego on tak się tym przejmował?
***
Punktualnie o godzinie dwudziestej, zadowolony Draco zjawił się pod drzwiami do gabinetu Slughorna.
Nienagannie biała koszula i narzucona na nią czarna marynarka – niby standardowy strój Ślizgona –w jego mniemaniu, dodawał mu parę lasek w kolejce.
A kolejkę miał długą. Niemal każda dziewczyna w Hogwarcie…
Stop. Teraz o tym nie myśl – powiedział sobie i zapukał w drewniane odrzwia.
Nic jednak nie usłyszał.
Zapukał jeszcze raz.
Znowu nic.
Wzruszył ramionami, odwrócił się i prawie wrzasnął ze zgrozy.
Przed nim, nos w nos i oczy w oczy, znajdowała się brązowowłosa Gryfonka.
***
Przed wejściem do pokoju wspólnego prefektów naczelnych już od pięciu minut stała pewna piękna blondynka.
Przytupywała nogą, nucąc sobie coś pod nosem i cały czas rozglądając się dookoła.
Czekała na Hermionę.
Miała się tu zjawić już pięć minut temu, a jak powszechnie wiadomo, kto jak kto, ale panna Granger nigdy się nie spóźniała.
Ellie właśnie miała się poważnie zaniepokoić, kiedy dostrzegła piętro niżej Blaise’a Zabiniego, stojącego tyłem do niej tyłem. Zdumiona do granic możliwości, wychyliła się przez poręcz schodów i zawołała:
- Ty! Zabini! Co ty tutaj robisz?
Odwrócił się do niej z firmowym uśmiechem na ustach i odkrzyknął:
- Dyżur mam!
- Co?!
- Nie drzyj się tak, ludzie tu śpią. Złaź! – zawołał wesoło i potrząsnął kartką z rozpisanymi dyżurami prefektów.
***
- Granger?! Co ty tu robisz?
- A nie widać, Malfoy? Ratuję cię.
- Chyba się – warknął, wkurzony, że ta Gryfonka znowu psuje mu plany. – Nie mogłaś tego zrobić sama, prawda?
- Nie zamierzam harować, gdy ty się będziesz zabawiał!
- To jest szlaban, Granger, nie imprezka z alkoholem i gorącymi laskami!
- Racja, zapomniałam, że tylko tak potrafisz się bawić…
- Nie pieprz bez sensu, Granger… Lecisz na mnie i dlatego mnie stąd wyciągasz.
- Chciałbyś Malfoy, żeby leciała na ciebie taka świetna dziewczyna jak ja – prychnęła pogardliwie.
- Nie, Granger – zaprzeczył z cwanym uśmieszkiem. – Ty byś chciała, żebym chciał, żebyś na mnie leciała.
- Nie.
- Tak.
- Dupek.
- Idiotka.
- Wow, Malfoy, jak ambitnie…
- Łohoho, Granger, umieram od ostrza twej riposty.
Obdarzyła go pogardliwym spojrzeniem i powiedziała:
- Zamknij się i słuchaj. Plan jest taki, idioto. Musisz mnie stąd wynieść.
Malfoy zaśmiał się krótko.
- Żartujesz, Granger. A niby czemu miałoby to służyć?
- Zmiękczysz Slughornowi jego ślimacze serduszko. Powiesz, że zasłabłam, źle się poczułam, cokolwiek… Co, jak co, ale kłamać to ty umiesz… A potem mnie odstawisz,  odetchnę z ulgą, pójdziemy do łazienki, umyjesz się po szlamie, potem do McGonagall po instrukcje, wrócimy do dormitorium i zaczniemy ten nieszczęsny projekt – wyrzuciła na jednym oddechu, patrząc na Ślizgona z cwaną miną.
- Chwila, chwila, Granger – nie połapał się Malfoy. – Czy ty właśnie próbujesz mnie wyrwać ze szlabanu? – w odpowiedzi otrzymał pełen satysfakcji uśmiech dziewczyny, wzniósł więc oczy do nieba i dodał: - Super. A co, jeśli zaprotestuję?
- Nie masz takiego prawa, Malfoy. Ja tu jestem prefekt naczelną szkoły i to ja ustalam reguły. A ty masz mnie słuchać. A teraz, doprawdy, nie przedłużajmy już, weź mnie na ręce i chodźmy stąd.
- Chwila, co?! – wkurzył się Malfoy.
- Mówiłam ci, dupku. Masz mnie wziąć na ręce i zaczekać na Slughorna. Wciśniesz mu kit i pójdziemy robić projekt.
Popatrzył na nią z uprzejmym niedowierzaniem.
- Nie bardzo mi się to opłaca, Granger.
- Jak już mówiłam, nie masz nic do gadania – uzmysłowiła mu Hermiona. – Pospiesz się, on zaraz tu będzie.
Chłopak nadal przyglądał się jej z nieco rozbawionym wyrazem twarzy.
- Wiesz, Granger – powiedział. – Rozumiem, że marzysz o tym, żebym cię wziął na ręce, ale uwierz mi, nie mam takiego zamiaru.
- To również nie jest szczytem marzeń, ty zarozumiały idioto!
- Nie zmusisz mnie do tego – oznajmił stanowczo.
- Czyżby? – wyszczerzyła się cwaniacko. – A co powiesz na… - zawiesiła głos, zmieniając wyraz twarzy na rozbrajająco niewinny. – Krótki list to twojego tatusia, informujący go o tym, że mieszkasz ze szlamą? Myślisz, że pozwoliłby ci zostać w Hogwarcie? Osobiście wątpię – mówiła cicho i spokojnie, przyprawiając Malfoy’a o dreszcze. – Zabrałby cię do Malfoy Manor… A przecież to jest jedyna rzecz, której się boisz… Prawda?
Draco stał, sparaliżowany tym niby prostym stwierdzeniem. Nie spodziewał się, że Gryfonka tyle o nim wie. Czyżby maska, którą z takim zaangażowaniem na siebie nakładał była nieużyteczna? Czy też może po prostu wrodzoną cechą Granger jest wiedzieć wszystko?
Niestety, musiał przystać na ten jej idiotyczny pomysł.
Nie może wrócić do Malfoy Manor.
Nigdy.
***
Kiedy już ustalili, po co Blaise zjawił się na patrolu zamiast Hermiony, nie bardzo wiedzieli, o czym teraz mają rozmawiać. Ruszyli w miejsca, w które prefekci zwykli patrolować i nawet Zabini nie wiedział, jak zacząć rozmowę na jakikolwiek temat.
Zapadła tak zwana niezręczna cisza.
Ellie ze zdenerwowaniem udawała, że zgubiła galeon i szukała go ciągle w tej samej kieszeni, Blaise natomiast zaczął się zastanawiać, jak to jest, że przy tej dziewczynie totalnie nie wie, co powinien powiedzieć, że zupełnie brakuje mu języka w gębie, że targają nim tak sprzeczne emocje.
Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie, więc po prostu przestał się starać. W pewnym stopniu zaakceptował fakt, że Ellie nigdy nie będzie dla niego jak chmara innych dziewczyn. Zawsze będzie kimś innym. Ale kim?
Nie wiedział.
Szli obok siebie, udając, że cisza, która między nimi panuje, nie jest nawet w najmniejszym stopniu niezręczna.
I wtedy usłyszeli z jednej z sal rozdzierający krzyk.
***
Była lekka.
Bardzo lekka.
Draco z pewną irytacją przypomniał sobie, że kiedy pierwszy raz miał ją na rękach, była jeszcze lżejsza. Teraz jej się tyć zachciało! Co prawda nie było mu specjalnie ciężko, ale sam fakt, że musi ją nosić wywoływał u niego wstręt.
Jak on jej nienawidził!
Ale trzeba było przyznać – plan miała genialny. To znaczy – genialny dla niej, jemu ani trochę nie odpowiadał. Ale co jak co - skuteczność Granger miała stuprocentową. Slughornowi serduszko rzeczywiście zmiękło i pozwolił Draco zerwać się ze szlabanu, na rzecz rzekomego opiekowania się Hermioną. Gdy tylko nauczyciel zniknął im z oczu, Gryfonka zeskoczyła z jego ramion i odetchnęła z ulgą.
- A teraz do McGonagall – powiedziała szorstko, nie dając Malfoy’owi szansy skomentowania sytuacji, która przed chwila miała miejsce.
Posłusznie podreptał za nią.
- Co się ze mną dzieje?! – warknął do siebie, idąc za  Hermioną. – Zamieniłeś się w pantoflarza, Malfoy! Cokolwiek to znaczy. I przestań gadać sam do siebie!
- Zamknij się, Malfoy – dobiegł go z przodu pełen pretensji głos. – Gadasz sam do siebie.
- Nienawidzę cię, Granger – z tymi słowy wkroczyli do gabinetu profesor McGonagall po szczegółowe wytyczne.
***
- Też to słyszałeś? – Ellie była przerażona.
- Jakby kogoś gwałcili – Zabini odruchowo ściszył głos do dramatycznego szeptu.
- Nie strasz…
- Ja nie straszę, Black… To jest bardzo prawdopodobne – Blaise ścisnął mocniej różdżkę.
- Idziemy tam – w głosie Ellie dominowała stanowcza nuta.
- Musimy – przytaknął jej Zabini.
Przysunęła się bliżej niego, tak, by stali ramię w ramię.
Spojrzeli na siebie porozumiewawczo i ruszyli w stronę drzwi, zza których ponownie dobiegł przerażający, rozdzierający powietrze, duszę i ciemność krzyk.
 ______________
Na wstępie zrobię coś, czego praktykować więcej nie będę, chyba, że w szczególnych sytuacjach, jak ta właśnie...
Otóż - dedykuję rozdział Helenie, która urządziła mi totalny strajk i przestała się do mnie odzywać. Heleno, już możesz. Napisałam. Dodałam. Przepraszam, że tyle to trwało.




A przepraszam też Was wszystkich, dałam ciała... Trzy dni spóźnienia - musicie mi wybaczyć.
Rozdział, jak obiecałam, ma 20 stron. Słów natomiast - 5404. 
Mój własny rekord.
UWAGA - końcówka rozdziału nie jest sprawdzona.
I niejszym ogłaszam, iż jeśli będę się spóźniać z publikacją rozdziału, będzie on dłuższy. Tak dla Waszej wiadomości i mojej motywacji :)
I tak, wiem, mam piekny szablon - wykonała go Amber z Szablonownicy. Naprawdę, jeszcze raz dziękuję!
Dziękuję Wam, czytelnicy, że jakoś ze mną wytrzymujecie i... Kończę już.

Lumossy
____________
Rozdział 5
Ilość stron: 20
Ilość słów: 5404
Cytat: Nicholas Sparks

19 komentarzy:

  1. Nareszcie. Świetny rozdział. I jaki długi. Ciekawi mnie co się dzieje za tymi drzwiami. Czekam na nn i szablon extra :D pozdrawiam
    dla-milosci-warto-cierpiec.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Coś mi się popsuło bo nie widać mi połowy tekstu ;___; ZA CO ?! ;__;
    Dlatego moje czytanie było takie pół-na pół :D Doczytam jutro na telefonie :3
    Rozdział F E N O M E N A L N Y !
    Czemu ty masz taki talent do pisania?! ;C Zaczynam tracić wiarę w siebie :/ :D
    JAKI DŁUGI ROZDZIAŁ ;OOO Szacun B|
    Szablon piękny! <3 Widzę, że obie postanowiłyśmy go zmienić :D
    Bardzo lubię Ellie <3 I ogółem podoba mi się wszystko w tym blogu <3 Wszystko dopracowane na ostatni guzik :3
    Ogółem to trochę mało dałam rade przeczytać, ale to co najważniejsze chyba to dałam rade :D Dopracuję komentarz wieczorkiem :3
    I o co chodzi z Malfoyem ;o
    Czekam na nn i życzę WENY I CZASU! :*
    Pozdrawiam <3
    http://dramione-milosc-przez-glupote.blogspot.com/
    (rozdział 27. zapraszam :3 )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej, wiesz co? Też miałam ten problem, tylko na innym blogu :D I zminiejszyłam stronę, no wiesz, jak jest "minimalizuj" i "zamknij" to to pośrodku. I zadziałało! :D
      I dzięki za tak miły komentarz :* Cudnie piszesz, bardzo lubię Twojego bloga <3

      Usuń
  3. Czy zdajesz sobie sprawę z tego co twoja Hermiona powiedziała?
    " Idiotyzmem było, żeby nas sparować, nie mówiąc już o tym całym Pojednaniu… " hahhahaha ^.^
    Rozdział świetny z resztą tak jak poprzednie : )
    Widzę, że jest wiele wątków i mimo, że jest to Dramione to inne paringi kt.w książce nie ma tu są, ale oczywiście Draco&Hermiona jest głównym tematem, więc rozumiem : P
    Hermiona-no bystra jest nadal mimo tego załamania które miała/wciąż trochę ma, ale daje radę i wykazała się inteligencją z tym całym planem z szlabanem.
    Draco- ... ^.^ " Teraz jej się tyć zachciało" tak komicznie czasami piszesz : D
    Samuel i ten cały wątek z nim zapowiada się ciekawie i oczywiście od razu skojarzyłam sobie to z zakończeniem (jakże tajemniczym!)
    Ron- ooo jak ja lubię Rona, nawet u ciebie gdzie jest takii leniuch i ignorant i fajny =)
    Moment kiedy Slughorn ich zauważył tak leżących też był komiczny
    " Niby go nie kochała.
    Niby na pewno.
    Cały jej świat był na niby."---> ale to cudownie napisałaś *.* .Piszesz poezję? Naprawdę, tak strasznie się mi podoba cały ten fragment .
    Co do rozdziału to czekałam czekałam i się doczekałam! Uff, jest bardzo długi, myślę, że to zdecydowany + : )
    co jeszcze? Szablon świetny. Masz bardzo ciekawą koleżankę. I świetnie piszesz. Na żadnym blogu się tak nie rozpisuję jak na twoim. Nwm z czego to wynika .. ; P
    Życzę weny :
    ~Hekate

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piszę troszkę wierszy, czasami :D Po prostu piszę i piszę rozdział i nagle zauważam, że zamiast niego wychodzi mi wiersz.. To kopiuję go do osobnego pliku, a rozdzialik przerabiam ;) Zamierzam w ramach prezentu świątecznego je opublikować :D
      I czuję się zaszczycona :*
      Kochana jesteś, że ojeju <3

      Usuń
  4. Czemu przerwałaś w takim momencie ? :(
    Smuteczek..
    Rozdział świetny :)
    Życzę weny i pozdrawiam, Dramione True Love :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Powiem tak. Długość rozdziału mnie zaskoczyła. Nigdy nie napisałam tak długiego :( Ale napiszę :)
    Fragment Ginny, która mówi o swoim życiu jest boski, na tyle boski, że aż go przeczytałam dwa razy. Zwłaszcza zdanie Cały jej świat był na niby. Cudne to było, cudne!
    Oczywiście Blaisa kocham nadal, jego się nie kochać nie da :D Ale, że musiałaś przerwać w takim momencie, noooooo!
    Draco zamierzał wpaść na Slughorna! Faktycznie, tak łatwo by go nie przewalił, hehe. "Wiesz jak to wyglada z boku?! Bardzo ciekawie" :DD
    Ron mi się podoba. To, że nic tak nie robił, tylko whisky pił i siedział w dormitorium w tych swoich "czystych" ubraniach.
    Bardzo humorystycznie piszesz i to mi się straszliwie podoba. Znowu uśmiałam się i tato dziwnie się na mnie patrzył ;P
    Pozdrawiam cię i życzę weny, no i jeszcze dłuższych rozdziałów! (o ile to możliwe)

    P.S. Skoro tamten blog ci się spodobał, to może zajrzysz tutaj? Zaczynam bloga pisać od nowa, na razie tylko prolog jest :) O ile cię Huncwoci interesują to zapraszam
    huncwockie-tajemnice.blogspot.com

    I jesteś u mnie w linkach :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Nominowałam cię do nagrody Liebster Award :)
    Szczegóły na : http://dramione-true-love.blogspot.com/2013/12/liebster-award.html

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie wiem czy masz coś ze szablonem czy ja z laptopem, nie zmienia to jednak faktu, że połowe tekstu mam uciętą więc czytałam na telefonie. I mogę śmiało powiedzieć, że Twoja historia jest jedną z moich ulubionych, nawet bardzo. Wszystko mi się podoba i nawet nie ma co krytykować, jest świetnie. Nie rozpisuje się bo nawet nie widze tego co pisze bo jak mówiłam mam połowe uciętą jednak pomyślałam, że muszę skomentować, żebyć wiedziała, że masz kolejną czytelniczke.
    No cóż, pozdrawiam i życze samych sukcesów. Zapraszam również do mnie, nienadawno sama zaczęłam.
    http://jak-slizgon-zakochal-sie-w-gryfonie.blogspot.com/
    P.S. Nie widzę nigdzie gadżetu, żeby dodać do obs. Jest i mam ucięte czy nie dodane? XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na ten problem z tekstem mam rozwiazanie, wystarczy zminiejszyć stronę, powiększyć ponownie i już :D
      A co do obserwowanych...
      Mój błąd :D Już się dodaje ;)

      Usuń
  8. Myślałam, że skomentowałam :_: .
    Ale nadrobię! :D
    Hmm... ulubiony fragment? Według mnie to ten z planem Hermiony, jak postanowiła wyciągnąć Dracona z szlabanu ^.^ . Skąd ty bierzesz te pomysły? xD . A w tym akurat fragmencie, jeżeli już przy tym jesteśmy, to mi się spodobała pewna od niego myśl: "Teraz jej się tyć zachciało" <3 XD .
    Jak ci wychodzą takie teksty, że wszystkich to rozśmiesza? xD. Bo ja się staram i staram, a lipa xD .
    Hmm... dłuuuugi rozdział ^^ .
    Od kogo był ten krzyk... hm... Nie mam pojęcia xD .
    Ej! Jeszcze ten fragment uwielbiam:
    "- Co się ze mną dzieje?! – warknął do siebie, idąc za Hermioną. – Zamieniłeś się w pantoflarza, Malfoy! Cokolwiek to znaczy. I przestań gadać sam do siebie!
    - Zamknij się, Malfoy – dobiegł go z przodu pełen pretensji głos. – Gadasz sam do siebie.
    - Nienawidzę cię, Granger"
    A także te rozmyślania... Ginny? Czy coś mi się "sknociło"? xD . Tak już mam, jak przez całą noc nie spałam xD .
    Nie będę Ci dalej drążyła (chyba momentami) dziwnego komenta (o.o), bo to może uratować Ci psychikę xD .
    No to tak...
    Rozdział - I LOVE IT ! <3
    DUUUŻO WENY KOCHANA! ;*

    OdpowiedzUsuń
  9. Wybacz, że dopiero teraz komentuję.
    Bardzo mi się podoba ten rozdział, jest zabawny, ale w niektórych momentach również smutny - np. rozmyślania Ginny. Czyżby nadal jej zależało na Potterze? Najbardziej spodobał mi sie fragment, gdy Hermiona chciała wyciągnąć Malfoya ze szlabanu, a ich rozmowy są cudne, kto się czubi ten sie lubi! :D
    Życzę Ci duuużo weny, bo nie mogę się doczekać na dalszy ciąg. :3

    OdpowiedzUsuń
  10. Zapraszam na dwa ostatnie rozdziały www.dramione-by-empiezo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Jako, ze nie wiedziałam gdzie to napisać, piszę tutaj. Zapraszam na trzeci rozdział do siebie :)
    http://stop--breathing.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej, pamiętasz mnie jeszcze? Miesiąc się spóźniłam z komentarzem, ale to szczegół xD. W końcu znalazłam wolną chwile (których mi brak ostatnio, że hoho), bo święta i przeczytałam i...
    JESTEM W SIÓDMYM NIEBIE!
    Teksty Malfoya i Granger- świetne... Chichrałam sie pod nosem... Najpierw siebie nianwidzą, a potem niemożliwe stanie sie możliwe :D. Cały plan Hermionki na wyrwanie Smoka ze szlabanu świetny, nie spodziewałam się po niej tak nieczystej gry ;>. I te zarzucanie sie Draczemu na ręce *_*.
    Bardzo dobry był fragment z Ginny. Te anafory i na koniec "cały świat był na niby" piękne. Naprawdę mistrzowskie. Umiesz tak świetnie opisywac uczucia bohaterów, wchodzić w głąb ich psychiki, że nic tylko pogratulować. Serio.
    Czy tylko mi się zdaje, że Blaise i Ellie mają sie ku sobie ;>. Jestem ciekawa. Bardzo. Byliby barwną parą :D.
    Harry i Gabrielle też ciekawie, ale póki co nie będe zapeszać- zoabczymy ile ze sobą pochodzą i czy w ogóle to zrobią.
    I ten wątek Saumela... Nie wiem czy dobrze skojarzyłam fakty, ale zdaje mi się, że ma to związek z tajemniczym zakończeniem poprzedniego posta... I mam wrażenie, że między nim a Ginny zaiskrzy.
    Czekam na nn i przepraszam za krótki komentarz, ale muszę jutro wcześnei wstać i i tak już się narażam rodzicom buszując przed kompem xD.
    Pozdrawiam, weny i spóźnionych wesołych świąt :*

    OdpowiedzUsuń
  13. Aaaaaaaa!
    Jestem straszna ;_;
    Miesiąc spóźnienia!
    Zakuj mnie w dyby, muszę mieć karę ;/
    Ale za to rozdział cuuudowny, niczym czekolada (uwielbiam czekoladę) :3
    Ciekawe jaką dziewczynę chce uratować Samuel? ;o
    Hahah kłótnie Draco i Hermi <3
    Ellie i Blaise? :>
    Hmmm :D
    Genialny plan miała Hermiona!
    :3
    Draco niósł ją na rąączkach ^^
    Mmmm <3
    Zazdrosna Ginny!
    Dużoo duuużo par się tworzy :3
    Jak zwykle notka bardzo zabawna! :D
    Naprawdę lubię twój styl pisania :3
    Obyś dalej pisała tak świetnie!
    Pozdrawiam i weny kochana! :*
    Czekam z niecierpliwością na kolejny wspaniały rozdzialik :d
    -----------------------------
    http://poczuj-magie.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Zapraszam na nowy rozdział na www.dramione-by-empiezo.blogspot.com :))

    OdpowiedzUsuń
  15. Spodobał mi się twój blog, dopiero na niego trafiłam ;P Jest ciekawy, czekam tylko na takie big love Dramione :D

    Zapraszam do siebie, mimo że nie pisze Dramione, to ogólny kanon jest z HP ;D

    hope-florence-story.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  16. Rozdział świetny, długi. Śmieszny za sprawą Malfoya, i lekko smutny, gdy czytałam rozmyślania Ginny. Perełka ;D Oby takich rozdziałów było więcej.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny ;)

    OdpowiedzUsuń